Pages

Friday, 14 June 2013

Mickey jak zwykle wszystko psuje, czyli o "Star Trek"

Poszłam na Star Treka bo jestem psychofanką aktora, który gra Khana. Benedict Cumberbatch. Najbrzydszy najseksowniejszy człowiek na świecie, tragedia z nim jest jakaś. Nie będę nawet wrzucać jego zdjęcia, bo jest brzydki jak noc, ale wystarczy jeden odcinek Sherlocka, żeby się nad nim rozpłynąć.

Prócz tego było dobrze, dość dużo się działo, ale dla mnie cała akcja przypominała jeden odcinek serialu (tzn taki podzielony na dwie części). Czyli scenarzysta wychodzi z założenia, że widz wie, co się wcześniej działo i po prostu "wskakuje" w sam środek akcji. Ja tylko trochę wiedziałam, co to Star Trek i o co w tym wszystkim chodzi, jestem bystra więc zajarzyłam szybko, ale pewnie nie każdy tak załapie. Tak mi się wydaje.

No i Mickey, frajerze (mówię do Mickeya z Doktor Who), jak zwykle wszystko zepsułeś i inni muszą to naprawiać. Kiedy ty się w końcu nauczysz, żeby siedzieć cicho i słuchać poleceń przełożonych. Ech Mickey, myślałam, że równoległy wszechświat czegoś cię nauczył.

Jak zdobyć obserwatorów na Tumblr.

Na początku chciałam się podzielić spostrzeżeniem, że obserwatorzy na Tumblr nie są nic warci. Serio. To, że ma się ich sto czy tysiąc nie robi (prawie) żadnej różnicy, bo można ich zdobyć bez żadnego wysiłku i wcale nie stanowią o wartości bloga, w ogóle o niczym nie stanowią. Prócz tego, że za dużo czasu spędzacie przy komputerze.

Oto dowód: pięć dni po założeniu tumblera ze swoimi zdjęciami mam już 100 obserwatorów, przy 16 postach. Za wszystko to odpowiada maxfollows.com i to, że parę minut dziennie chce mi się poklikać na sto obrazków.

Dlatego właśnie mam ich tylu i Wy też możecie mieć. Czy to ma jakiś sens - niewielki. Myślę, że jeśli wśród gęstwiny postów moje zdjęcie trafi do dwóch osób - to już jest wielki sukces. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli będzie tych obserwatorów tysiąc, to zdjęcie trafi do 20 osób, co będzie już niezłym wynikiem. Dlatego sobie klikam. Klik klik.

Tuesday, 4 June 2013

Nienawidzę Gry o Tron. To najgorszy serial, nie oglądajcie go.

via Thronesmeme
"Oglądaj Grę o Tron" mówili.
"Będziesz na czasie, wszyscy to teraz oglądają" obiecywali.
"Super serial, spodoba ci się, dużo się dzieje" kłamali.

A teraz żałuję, że w ogóle dałam się na to namówić. Dobrze, że przynajmniej nie traciłam czasu na czytanie książki, chociaż przejrzałam pierwsze rozdziały i były słabe (tragicznie napisane).

Bo Gra o Tron nie powinna tak się wcale nazywać. Powinna się nazywać "Kto przeżyje będzie królem, czyli jak zabijam wszystkich którzy byli ok".

Nie wiem naprawdę, jak można napisać książkę i nakręcić serial, w którym wszyscy tak bardzo umierają. Rozumiem, że śmierć któregoś z ukochanych bohaterów jest często niezłym zwrotem akcji ( *mega spoiler A.D. 2008* Dumbledore) i potrafię to docenić. Ba, nawet często jest mi przykro, że nikt ważny nie umarł - no wiecie, gdy w książce jest cały czas atmosfera zagrożenia, jakieś niebezpieczeństwo to trochę dziwne żeby wszyscy przeżyli, nie? Wtedy jest mało realnie.

Jednak gdy głównych postaci jest dużo i one szybko wymierają to dla mnie to za dużo. Ja się jeszcze nie otrząsnęłam ze śmierci Dobrego Hand'a Boromira z pierwszego sezonu! A tu zabijają kolejnych "dobrych" i co, zostaną sami "źli", cały świat spłonie i wtedy przyleci Khaleesi i ją zjedzą smoki.

Ci, którzy czytali już wcześniej książkę powinni teraz się ze mnie śmiać w kułak, ale co zrobić, mnie dalej oburza to, co się stało.

Dlatego radzę każdemu, kto jeszcze nie oglądał tego szatańskiego serialu: nie zaczynajcie.

Piosenki o miłości doprowadzają mnie do szału - czyli oceniam Cię po tym, czego słuchasz.

Długo upierałam się, żeby o tym nie pisać. Broniłam się i myślałam: ta baba przestanie, skończy z tymi bredniami o miłości i zajmie się czymś lepszym. Ale nie. Robi to znowu:

Moja sąsiadka z dołu od trzech tygodni wałkuje Whitney Houston. Zaczyna z samego rana od "I will always love you" i słucha całej tej płyty, na okrągło, odkręca sobie głośniki na maksa a mimo tego czasem słyszę, jak popiskuje próbując udawać, że ma głos ośmiooktawowy.

Kiedy kończy się Whitney, włącza czasem Mariah Carey, ja tymczasem dostaję białej gorączki bo ileż można, ileż można?! Kobieto, piosenki nie uleczą twojego złamanego serca ani nie sprawią, że ukochany wróci. Nie przyjdzie z kwiatami, nieważne ile razy udostępnisz smutną melodię na Facebook'u. Nie pomyśli "och, ona nadal mnie kocha i zawsze będzie, wrócę do niej bo jest wspaniała".

Oczywiście nie wiem, czy naprawdę zostawił ją facet czy nie, ale repertuar mocno na to wskazuje. Jeśli nic takiego nie miało miejsca - tym gorzej, bo ta babka nie ma nawet usprawiedliwienia swojego gustu muzycznego ostatnimi czasy. Nie mam nic oczywiście do żadnej z piosenkarek, ale powtarzana w kółko ta sama płyta naprawdę denerwuje.


Dlatego ludzie, mieszkający w Wielkiej Płycie: myślcie może czasem o tych, którzy są za ścianą. Wiele rzeczy jestem w stanie zrozumieć i dużo różnych odgłosów  już słyszałam spod podłogi czy znad sufitu, ale to niczego nie usprawiedliwia. Są słuchawki przecież, słuchaj sobie ile chcesz. Ale ja tutaj cierpię, cierpię gorzej niż jakakolwiek diva!

Sunday, 2 June 2013

Najlepsze nowe piosenki

Będzie to pierwsza część mojego nowego cyklu blogowego. Jak widać, żaden z moich cyklów nie jest ani cykliczny, ani powtarzalny, ale kto mi zabroni tak je nazywać, co?

Mój nowy cykl nazywa się więc "Najlepsze nowe piosenki", przy czym nie będą to "Moje ulubione piosenki", ani "Top 10 ostatniego miesiąca wg Radia Zet" tylko utwory i nie tylko, które wzruszyły mnie do łez, rozbawiły, porwały w tan lub po prostu zainteresowały, a które poznałam w ciągu ostatniego miesiąca. Ewentualnie innej jednostki czasu.
Ogólnie szybko się nauczycie o co mi chodzi z tymi najlepszymi piosenkami:


Na miejscu pierwszym odkrycie sprzed dwóch tygodni: Sandu Ciorba - przedstawiciel godnego rumuńskiego gatunku muzycznego manele, wywodzącego się z muzyki cygańskiej, folkowej, orientalnej i innej. Brzmi to dumnie a jak wygląda! :





Wikipedia twierdzi, że niektóre rumuńskie stacje radiowe bojkotują manele, co wprawia mnie w wielkie oburzenie, Rumunia wszakże jest w Unii Europejskiej i nie godzi się, by młodzi utalentowani artyści w tej wspaniałej wspólnocie mieli być w jakikolwiek sposób dyskryminowani.


Drugie miejsce listy listy listy przebojów radia cośtam zajmuje romantyczny i melancholijny cover słynnego utworu S.O.B.oty "Z buta wjeżdżam" :



Oryginał wzrusza równie mocno, jednak dopiero wersja na pianino pozwala w pełni uchwycić piękno rymów Soboty...



Miejsce trzecie w konkursie w którym miejsca nie mają znaczenia (są jak fabuła w filmie porno, BADUMTSS) zajmuje piosenka którą w każdym zdrowym związku wysyła się sobie o czwartej w nocy. Through the Night pana Grum zasługuje uwagę przede wszystkim na wspaniały teledysk w klimacie cop bromance z lat 80:



Piąte miejsce ma u mnie piosenka polskiego zespołu Bubliczki o wdzięcznej nazwie Karczmareczko Godna - bo podobają mi się chłopaki z zespołu (dziewczyna mniej, bo prócz cycków nie ma w niej niczego wyjątkowego), lubię folkowe klimaty, a numer jest bardzo chwytliwy. Nie mam się do czego przyczepić:



Miejsce czwarte znalezisko z przyszłości (już opublikowałam ten post, a piosenkę znalazłam następnego dnia i nie chce mi się pisać od nowa) The Heavy - How You Like Me Now. Pewnie cały świat to już od dawna zna, patrząc na komentarze i liczbę wyświetleń, ale dla mnie to coś nowego. Fajne, lubię takie gitarowe brzękolenie


Na razie koniec. Biorąc pod uwagę, że to cykl powinnam kiedyś dorzucić nowe propozycje. Albo i nie.

Saturday, 1 June 2013

30-dniowe wyzwania kontra ja


Przeczytałam sobie właśnie post u Venili, oglądnęłam powyższy filmik i teraz siedzę i sobie myślę jakie przyzwyczajenie wprowadzić w swoje życie w czerwcu i czy w ogóle powinnam się za to brać.

Problem jest taki: podejmowałam się tych wyzwań już wiele razy, próbowałam robić zdjęcia (po dwóch dniach już musiałam nadrabiać zaległe, a zabawa się kończyła po pięciu), chciałam też biegać, zdrowo jeść, jeździć na rowerze itd. Większość z tego robię "prawie" codziennie, bo co dwa-trzy dni, jednak to nie to samo (chyba?)

Jest też druga sprawa: nie wiem już, co mogę wymyślić prócz zrezygnowania z fejsa. Kiedyś już zresztą usunęłam konto na cztery miesiące i było mi z tym doskonale, teraz bym raczej chciała ograniczyć.

No, ale nie ma takiego tłumaczenia. Wymyślę sobie to wyzwanie jeszcze dziś i jeszcze dziś zacznę. Właśnie.

Jestem już w domu.

Wracam powoli do świata żywych po Sardyńskiej Wyprawie.
Przykro mi, że się skończyła, że musiałam znowu siąść na Internet, zaktualizować aplikacje, sprawdzić statystyki, gdy tymczasem wolałabym się zajmować wypasem owiec lub kóz na Sardynii, nie mieć dostępu maila ani fejsa, nie mieć tych głupot na głowie.

Kolega mój, kiedyś przyjaciel, wyjeżdża dziś do Porto na pół roku a ja tylko myślę: ale ze mnie idiotka, że sobie jeszcze czegoś takiego nie załatwiłam!